Mistrzostwa Świata 1950 - Brazylia
Od poprzedniego Mundialu minęło 12 lat. W tym okresie świat przeżywał okrucieństwa II Wojny Światowej. Brazylia w roku 1950 zorganizowała mistrzostwa, tylko po to, żeby je wygrać, żeby odnieść sukces przed swoją publicznością. W Brazylii, z racji wojny, do turnieju przystąpiło zaledwie 13 reprezentacji. Mistrzowie Świata 1930 roku, Włosi, przeżyli rok temu, 4 maja, ogromną tragedię. W okolicach Turynu rozbił się samolot z drużyną AC Torino, w skład której wchodziło 10 włoskich reprezentantów. Na rok przed Mundialem Włosi musieli zacząć budować drużynę od nowa. W nowym składzie znajdowało się wielu niedoświadczonych piłkarzy, co odbiło się na wyniku Włochów na turnieju.
Po raz pierwszy MŚ rozgrywano w systemie grupowym - w tym także w fazie finałowej. Zwycięstwo było nagradzane 2 punktami, remis 1 punktem, natomiast porażka nie była punktowana. W momencie rozgrywania turnieju, na ulicach Brazylii trwał karnawał. Oczywiście każdy pragnął, aby ta wspaniała impreza połączyła się w niedalekiej przyszłości ze zdobyciem Pucharu Świata. Brazylijczycy byli przez wszystkich kreowani na przyszłych mistrzów, co na pewno nie pomagało reprezentantom, na których ciążyła ogromna presja.
W meczu otwarcia na stadionie Maracana, największym do dzisiaj stadionie świata, reprezentacja Brazylii rozegrała pierwszy mecz z Meksykiem. Przez cały mecz „Canarinhos” bawili się piłką, nie traktowali rywali poważnie, ale swobodnie wygrali 4:0. Trener Flavio Costa zaryzykował w następnym meczu ze Szwajcarami i wpuścił na boisko kilku mniej znanych piłkarzy, dając odpocząć swoim gwiazdom. Jednak w drugim meczu padł remis 2:2. Wynik lekko zaniepokoił Brazylijczyków i dał do zrozumienia, że Pucharu nie zdobywa się z łatwością i ze śpiewem na ustach. Najsilniejsza z drużyn europejskich, Jugosławia, trafiła do tej samej grupy. Jednak z grupy do następnej fazy awansowała tylko jedna drużyna. W bezpośredniej konfrontacji z zespołem z kraju kawy, „Jugole” przegrali 0:2 i już pakowali walizki.
Niemal pół wieku po narodzinach FIFA i 20 lat od pierwszego Mundialu Anglia postanowiła włączyć się w światowe życie futbolu. Przez wiele lat Anglicy uważali, że ich styl gry jest najlepszy na świecie i nawet nie myśleli, aby grać z innymi reprezentacjami spoza Wysp Brytyjskich. Pierwszym ostrzeżeniem już w 1945r. był przyjazd rosyjskiego klubu Dynama Moskwa do Anglii rozegranie przez nich kilku meczów w ramach tournee. Rosjanie zremisowali z Chelsea, wygrali z Arsenalem, a na koniec rozgromili Cardiff 10:1. Jednak Anglikom nie dało to nic do myślenia. Na Mundial jechali po zwycięstwo i nawet nie myśleli, aby ktoś mógł im to trofeum odebrać. Na początek wygrali z Chile 1:0 i potem czekał ich, jak wszyscy sądzili, mecz ze słabiutką reprezentacją USA. Jedna z londyńskich gazet napisała, że „tylko dwa narody nie potrafią grać w piłkę nożną – Eskimosi i Stany Zjednoczone”. Jednakże mecz zakończył się sensacyjnym wynikiem 1:0 dla Amerykanów.
Po kilkudniowej przerwie rozpoczęła się decydująca faza turnieju. Była to tzw. Runda finałowa, w której grali: Szwedzi, Hiszpanie, Urugwajczycy i oczywiście gospodarze. Brazylia niczym walec przejechała po drużynach Szwecji i Hiszpanii, gromiąc ich odpowiednio 7:1 i 6:1. Urugwaj męczył się z Hiszpanią – zaledwie zremisował 2:2, a następnie, także z wielkim trudem, pokonał Szwedów 3:2. Brazylijczykom wystarczał w ostatnim meczu remis. Był to zarazem finał tych rozgrywek. Nieoficjalny finał rozegrano 16 lipca 1950 r. na Maracanie, w obecności blisko 200 tysięcy brazylijskich „torcedos” (wedle nieoficjalnych informacji było ich ponad 200 tysięcy). Pierwsza połowa finału zakończyła się bezbramkowym remisem. W 47 minucie bramkę dla Brazylii strzelił Friaca, jednak już 21 minut później wyrównał Juan Schiaffino. Brazylijczycy byli bardzo zirytowani, nie mogli poradzić sobie z rywalami, wybijali piłkę w trybuny, grali na czas. W 79 minucie zapadła największa cisza w historii piłki nożnej. Edgardo Ghiggia wpadł w pole karne i strzałem z 6 metrów pokonał Moacira Barbosę. Urugwajczycy utrzymali prowadzenie bez trudu. Do dekorowania zwycięzców nikt na Maracanie nie miał głowy. Jules Rimet, mając już przygotowany tekst przemówienia na wypadek zwycięstwa Brazylii, bez słów wręczał statuetkę kapitanowi mistrzowskiej drużyny – Obdulio Vareli.
O tamtym meczu rozpisywało się wielu dziennikarzy, powstało wiele książek, kibice w szoku popełniali samobójstwa, szpitale zapełniały się po zawałach zawiedzionych kibiców „Canarinhos”. Brazylijski bramkarz Moacir Bartosa był traktowany jako wrzód narodu. Każdy uważał, że bramkarz źle zachował się w sytuacji z 79 minuty. Kibice już nigdy mu tego nie zapomnieli, policja podejrzewała go o sabotaż, a kiedy chciał odwiedzić kolegów, przygotowujących się do Mistrzostw w USA, trener Mario Zagallo nie wpuścił go na boisko, twierdząc, że „może mu przynieść pecha”. Królem strzelców Mistrzostw Świata został Ademir z siedmioma trafieniami na koncie.
Wyniki:
Grupa I:
Brazylia 4:0 Meksyk
Jugosławia 3:0 Szwajcaria
Brazylia 2:2 Szwajcaria
Jugosławia 4:1 Meksyk
Brazylia 2:0 Jugosławia
Szwajcaria 2:1 Meksyk
Grupa II:
Anglia 2:0 Chile
Hiszpania 3:1 USA
Hiszpania 2:0 Chile
USA 1:0 Anglia
Hiszpania 1:0 Anglia
Chile 5:2 USA
Grupa III:
Szwecja 3:2 Włochy
Szwecja 2:2 Paragwaj
Włochy 2:0 Paragwaj
Grupa IV:
Urugwaj 8:0 Boliwia
Runda finałowa:
Brazylia 7:1 Szwecja
Hiszpania 2:2 Urugwaj
Brazylia 6:1 Hiszpania
Urugwaj 2:2 Szwecja
Szwecja 3:1 Hiszpania
Mecz decydujący:
Brazylia 1:2 Urugwaj
Bastian16, 27/05/2006